Przeżyliśmy już wszystko…znamy szpitalne lamparie malowane w korytarzach klatek, znamy wzorzyste tapety, które były hitem zza zachodniej granicy, sama pamiętam jak w latach osiemdziesiątych w moim salonie gościł czekoladowy brąz na wszystkich ścianach z malowniczym grubym na 15 centymetrów, białym pasem. Potem była era śnieżnobiałej barwy, białe było wszystko, od ścian po sufity, meble, dodatki, projektowanie wnętrz zostało zdominowane przez minimalizm w całej swej okazałości. To może  wydaje się paradoksalne, ale biorąc pod uwagę,  że każdy projektant wnętrz swoje wizje wpisywał w ten nurt, to zawarte powyżej uogólnienie znajduję swój sens. Można powiedzieć, że teraz świat ruszył do przodu, porzucił cugle zniewolenia konwenansami. Im bardziej kolorowo w  mieszkaniu tym modniej, gustowniej, na pewno weselej. Hitem okazało się malowanie każdej ściany inna barwą, bynajmniej nie pokrewną ze sobą. I tak łączy się ze znakomitym smakiem intensywną fuksję z kremowym i ostrą, jaskrawą zielenią. Szkoda, że na takie wyzwolenie architektura wnętrz czekała tyle lat, ale jak to się mówi „lepiej później niż wcale”.

Brak podobnych artykułów.