Jego projekty nieodmiennie przywodzą na myśl słoneczną Italię. Alberto Cunino jest dżentelmenem w każdym calu. Od ostatniego naszego spotkania z projektantem minęło dziewięć lat. Dziewięć lat, których wcale nie widać na jego pełnej radości życia twarzy. Przetrwało jego upodobanie do skromnej, szlachetnej czerni i… dwudniowego zarostu. Nie zmienił się także szorstki głos z lekkim włoskim akcentem, który od razu potwierdza: „wcale się nie zmieniłem, pozostałem – jak to się mówi – fatto in casa”.
Ten mężczyzna ubiera w odzież damską kobiety już od 15 lat. Ma na swym koncie wiele sukcesów. Zaczynał skromnie i na niewielką skalę. Praktyka u dwóch słynnych florenckich projektantów torebek była dla syna hotelarzy Mediolanu i jedynym sposobem wyrwania się spod opiekuńczych skrzydeł rodziny.

Od tego też zaczął swoją karierę – w Dusseldorfie zaprojektował kolekcję torebek. Odniósł sukces i pozostał w Niemczech.
Był rok 1972. Od tego czasu piął się nieustannie w górę. Pierwsza jego kolekcja Pret-a-Porter pojawiła się na rynku w roku 1979, pierwsze opracowane przez niego perfumy 5 lat później. Przed dwoma laty dodatki Cunino – okulary, parasole i rajstopy – wysunęły się na prowadzenie w świecie mody. Swój sukces projektant tłumaczy polityką drobnych kroczków. „Nigdy nie należałem do awangardy, zawsze posuwałem się naprzód stopniowo”. Uśmiecha się, odchyla w swym czarnym skórzanym fotelu i wydaje się być zadowolony z życia. Ma ku temu powody. Dziś klientki zachwycają się jego kreacjami w Mediolanie, Paryżu i Nowym Jorku. Kolekcje Cunino dla pań obejmują w każdym sezonie około 250 modeli odzieży.
Wszystkie w zdumiewający sposób dodają kobietom wdzięku, pozwalają błyszczeć i wyróżniać się z tłumu. Kto sprawił sobie jeden z tych strojów – niestety niezbyt tanich – może bez obaw nosić go dłużej niż jeden sezon. Mistrz przykłada bowiem wagę do uzupełniania w każdym sezonie swojej kolekcji-bazy o najświeższe nowości. W czym widzi swoją siłę? „Jestem wytrzymały. I mam dobry gust. Jestem w połowie projektantem, w połowie kupcem. To idealne połączenie. Notabene, nazywają mnie włoskim Prusakiem.” – śmieje się. Na szczęście, panie Cunino, przeważa ciągle jeszcze włoska strona pańskiej natury!